Monizm relacyjny a katolicyzm. O spokojnym współistnieniu dwóch porządków
Monizm relacyjny nie jest antyreligijny. Nie jest antyinstytucjonalny. Nie jest antytradycyjny. Jest antyabsolutystyczny — a to zasadnicza różnica.
W swojej najgłębszej warstwie monizm relacyjny opisuje rzeczywistość jako pole relacji, w którym podmiot, dobro, sens i wolność są efektami konfiguracji, a nie nakazami zewnętrznej normy.
To jest ontologia, nie teologia. Katolicyzm — ten zwykły, codzienny — jest natomiast praktyką życia, rytmem wspólnoty, przestrzenią sensu, formą zakorzenienia. Nie musi być metafizyką, aby pełnić swoją rolę. Nie musi być absolutem, aby być domem.
Dlatego te dwa porządki mogą współistnieć bez konfliktu. Monizm relacyjny pozwala myśleć głęboko, szeroko, poza tradycją. Katolicyzm pozwala żyć spokojnie, bez wojny, bez tworzenia negatywnych kondensacji. Jedno nie musi znosić drugiego. Jedno nie musi walczyć z drugim. Można myśleć w monizmie relacyjnym, a jednocześnie żyć w katolicyzmie, tak jak można mieszkać w jednym miejscu, a podróżować w inne.
To nie jest sprzeczność — to jest dojrzałość.
I wcale nie trzeba prowadzić wojen, aby żyć zgodnie ze swoją filozofią. Katolicyzm otacza spokojem rytualnego przeżycia. Monizm relacyjny pogłębia. Razem tworzą harmonię, która pozwala żyć bez przemocy wobec pola relacji.
[…] tym sensie katolicyzm — zwłaszcza w swojej codziennej, nieideologicznej formie — może być traktowany jako […]