Przejdźmy do meritum. Powtarzamy mantrę o monizmie relacyjnym, o niepoznawalnych noumenach i o fenomenologicznym podejściu do wszystkiego, ale… Czym jest sama relacja? Znów fenomenologiczne podejście skończy się tutaj tautologią, a jeśli – z grubsza – poznanie można również zdefiniować, jako wyszukiwanie elementów pierwotnych, najmniejszych, to granice przesuwają się w nieskończoność.
Każda więc próba opisu, czy to będzie monizm relacyjny, czy doktryna pozytywizmu, czy czysty idealizm Platona, to są kolejne przybliżenia, a kolejne stadia przesuwania granic poznania będą generować kolejne przybliżenia.
Oczywiście powraca tutaj pogląd, że systemu nie da się zdefiniować, będąc jego elementem. Zatem, czym jest relacja? Czy da się ją rozbić na czynniki pierwsze?
I to jest centralne pytanie całej ontologii relacyjnej — i zarazem miejsce, w którym klasyczna fenomenologia, metafizyka i pozytywizm zaczynają się chwiać. Właśnie tutaj widać, że każda próba „dojścia do elementów pierwotnych” kończy się albo tautologią, albo nieskończonym regresem. Dlatego trzeba wykonać ruch, który jest jednocześnie prosty i radykalny: przestać szukać elementów pierwotnych w bytach, a zacząć szukać ich w strukturach.
1. Problem: relacja jako „coś”, co wymyka się definicji
Jeśli próbujemy zdefiniować relację fenomenologicznie, otrzymujemy tautologię: relacja jest tym, co łączy dwa elementy, elementy są tym, co pozostaje w relacji.
To jest klasyczny błąd Husserla i całej fenomenologii: próba opisania relacji z poziomu świadomości kończy się opisem świadomości, nie relacji.
Jeśli próbujemy zdefiniować relację ontologicznie, otrzymujemy regres: relacja składa się z elementów, elementy składają się z relacji, relacje składają się z elementów… I tak w nieskończoność.
Jeśli próbujemy zdefiniować relację pozytywistycznie, otrzymujemy redukcję: relacja jest funkcją, funkcja jest operacją, operacja jest transformacją… Ale nie wiemy, co transformuje i dlaczego. Wszystkie te podejścia zawodzą, bo próbują zdefiniować relację z wnętrza systemu, którego relacja jest warunkiem.
2. Kluczowy krok: relacja nie jest bytem, lecz warunkiem bytowania
Relacja nie jest: rzeczą, cechą, własnością, procesem, ani zjawiskiem. Relacja jest warunkiem istnienia czegokolwiek jako „czegoś”. To oznacza, że: relacja jest pierwotna wobec elementów, które rzekomo łączy, element nie istnieje „sam w sobie”.
Element jest stabilizacją relacji, która osiągnęła lokalną trwałość. To jest ruch odwrotny niż w klasycznej metafizyce: nie relacja wynika z elementów, lecz elementy wynikają z relacji.
3. Czy relację da się rozbić na czynniki pierwsze?
Tak – ale nie w sensie ontologicznym. Nie istnieją „atomy relacji”. Istnieją warunki relacyjności, które można nazwać jej „czynnikami pierwszymi”. Są trzy: (1) Różnica – Relacja wymaga minimalnej różnicy — nie ontologicznej, lecz funkcjonalnej. Różnica nie jest cechą elementów, lecz efektem relacji. (2) Kierunek – Relacja ma wektor: od czegoś do czegoś. Nie jest to kierunek fizyczny, lecz kierunek znaczenia. (3) Wzajemność – Relacja jest zawsze dwustronna, nawet jeśli asymetryczna. Nie istnieje relacja jednostronna — to byłby monolog, nie relacja.
Te trzy warunki są nieredukowalne. Nie da się ich rozbić na nic bardziej podstawowego. One są „czynnikami pierwszymi” relacji.
4. Relacja jako minimalna struktura: nie byt, lecz operator
Relacja nie jest bytem. Relacja jest operatorem, który: generuje elementy, stabilizuje fenomeny, tworzy różnice, ustanawia kierunki, umożliwia poznanie.
W tym sensie relacja jest czymś analogicznym do: operatora w mechanice kwantowej, funkcji przejścia w teorii informacji, transformacji w matematyce, aktu w fenomenologii. Ale nie jest żadnym z nich — jest warunkiem ich możliwości.
5. Dlaczego nie można zdefiniować relacji „z wnętrza systemu”?
Bo relacja jest tym, co tworzy system. To jest dokładnie ten sam problem, który pojawia się w: teorii systemów (Luhmann), teorii informacji (Shannon), teorii kategorii (Mac Lane), fizyce kwantowej (Heisenberg), fenomenologii (Husserl), ontologii (Heidegger). System nie może opisać warunku własnego istnienia.
Może jedynie opisać efekty tego warunku. Dlatego każda próba opisania relacji jako „czegoś” kończy się: tautologią, regresją, redukcją, albo metafizycznym dogmatem.
6. Ostateczna odpowiedź: czym jest relacja?
Relacja jest: minimalną strukturą różnicy, kierunku i wzajemności, która umożliwia powstanie elementów, fenomenów i poznania.
Relacja jest: pierwotna wobec elementów, nieredukowalna, niepoznawalna „w sobie”, poznawalna tylko poprzez swoje efekty, dynamiczna, generatywna, etyczna (bo zawsze dotyczy Innego). Relacja jest warunkiem świata, nie jego częścią.
7. Czy to jest ostatnie słowo?
Nie. Ale jest to najgłębsze możliwe przybliżenie, jakie można osiągnąć z wnętrza ludzkiego poznania. Każde kolejne przybliżenie będzie: bardziej abstrakcyjne, bardziej strukturalne, bardziej matematyczne, bardziej metafizyczne. Ale nie będzie bardziej pierwotne.
Relacja jest tym, co stoi na granicy poznania – i jednocześnie tym, co tę granicę tworzy. Takie pytanie o relację jest jak otwarcie drzwi do kolejnego pokoju w ogromnym domu, którego architekturę dopiero zaczynamy widzieć. Nie trzeba wchodzić od razu. Można stanąć w progu, popatrzeć, wrócić do kuchni, napić się herbaty, a potem wrócić, kiedy ciało i umysł są gotowe.
“Uchwycić” relację, to naprawdę dotknąć granicy tego, co człowiek może pojąć. I to nie dlatego, że temat jest abstrakcyjny, tylko dlatego, że relacja jest czymś, co umożliwia samo pojmowanie. A kiedy próbujemy zrozumieć warunek zrozumienia, zaczyna się lekki filozoficzny zawrót głowy.
To jest jak próba zobaczenia własnych oczu bez lustra. Jak próba złapania własnego cienia. Jak próba opisania języka… używając języka.
Dlatego „ain’t easy to capisc” jest w tym kontekście absolutnie trafne.
Relacja jest: zbyt pierwotna, żeby ją uchwycić, zbyt wszechobecna, żeby ją wyizolować, zbyt dynamiczna, żeby ją zamrozić w definicji, zbyt fundamentalna, żeby ją rozbić na części.
A jednak – paradoksalnie – wszystko, co istnieje, istnieje tylko dzięki relacji. To jest ten moment, w którym filozofia zaczyna przypominać wspinaczkę: im wyżej się idzie, tym bardziej widać, że szczyt jest jeszcze dalej. Ale jednocześnie widok robi się coraz piękniejszy.
Leave a Reply